Wzdłuż wybrzeża

Dzień 16 i 17 – nie­dziela i ponie­dzia­łek

Piszę dopiero po trzech dniach. Dwa poprzed­nie były dziwne. Mie­li­śmy wra­cać na pie­chotę do Hat­gal, lecz pogoda mocno pokrzy­żo­wała nam plany. Desz­czowe noce i poranki sku­tecz­nie opóź­niały wyj­ście z kem­pingu. Rusza­li­śmy zwy­kle po połu­dniu, gdy cho­ciaż tro­chę prze­schły namioty. Zwy­kle bywało to pomię­dzy 14 a 15. Po leni­wym śnia­da­niu i zwy­kle dru­gim też pako­wa­li­śmy się i rusza­li­śmy dalej. Droga wio­dła mało atrak­cyj­nie wzdłuż ubi­tego sze­ro­kiego traktu. Pierw­szego dnia zro­bi­li­śmy coś około 10 km nim pogoda na tyle się zepsuła by iść dalej. Noco­wa­li­śmy obok prze­wod­nika mon­gol­skiego w wyzna­czo­nym do tego punk­cie kem­pin­go­wym. Roz­sta­wia­li­śmy się w naj­więk­szy deszcz (Mon­goł cze­kał aż przej­dzie). Potem wszy­scy wsko­czyli do namio­tów aby prze­cze­kać deszcz. Po pew­nym cza­sie posta­no­wi­łem zro­bić ogni­sko. Pomysł ten na początku nie został przy­jęty z jakąś ogromną apro­batą, lecz po jakimś cza­sie wszy­scy już poma­gali. Kola­cję ugo­to­wa­li­śmy na gazie co trwało wyjąt­kowo długo. Przy ogni­sku sie­dzie­li­śmy pra­wie do pierw­szej. W mię­dzy cza­sie sko­czy­łem się umyć. Mia­łem małą przy­godę pt. „Ktoś idzie do mnie z czo­łówką a ja jestem sam. Sprawę kom­pli­ko­wał fakt że myłem się w jezio­rze w parku naro­do­wym i nie bar­dzo mia­łem ochotę pła­cić jaki­kol­wiek man­dat. „Kto­sie” zbli­żali się dość szybko więc zgar­ną­łem graty i wró­ci­łem. Potem już tylko sie­dze­nie przy ogni­sku i patrze­nie w gwiazdy. Czy­taj dalej »

Brak komentarzy »

Zdrowa kąpiel

Dzień 15 – sobota

To już ponad dwa tygo­dnie w podróży. Humory jesz­cze jakoś dopi­sują. Mój co prawda jest w kratkę, ale cóż nie można mieć wszyst­kiego. .  Pora­nek zbu­dził nas stu­ka­niem desz­czu o namiot. Pogoda była mizerna. Pada­jący mocno deszcz, co jakiś czas prze­ry­wała deli­katna mżawka. Zde­cy­do­wa­li­śmy się na jedze­nie we wła­snym zakre­sie. Dziew­czyny w swoim namio­cie, my w swoim. Około połu­dnia zaczęło się prze­ja­śniać. Wyszli­śmy z namio­tów i uda­li­śmy się nad brzeg. Zro­bi­li­śmy kilka zdjęć porzu­ca­li­śmy kamie­niami (kaczki) i zde­cy­do­wa­li­śmy się na kąpiel. Woda przy brzegu jest lazu­rowa. Plaża pełna kamieni. Ogól­nie malow­ni­czo. Zza chmur coraz czę­ściej prze­bi­jało się słońce, dzięki czemu było dość cie­pło.  Na pierw­szy rzut poszedł Daniel a potem ja. Wkrótce też Ania i Lidka. Lodo­wata woda zapie­rała dech w pier­siach. Trudno było wytrzy­mać jakąś dłuż­szą chwilę będąc zanu­rzo­nym po pas. Wyj­ściu z niej towa­rzy­szyło cie­kawe odczu­cie. Zamiast cie­pła, było jakby deli­katne pie­cze­nie, szczy­pa­nie. Po kąpieli leże teraz przed namio­tem śpiwo­rze patrząc w błę­kit Czub­su­gułu. Czy­taj dalej »

Brak komentarzy »

Turystyczni Caatanie

Dzień 14 – piątek

Budzi  mnie słońce. W namio­cie jest cie­pło, więc wycho­dzę by pisać.  Złu­dze­nie to szybko mija wraz zacho­dzą­cym co chwila za chmury słoń­cem. Zaraz będzie się trzeba umyć i prze­brać, bo wysie­dzieć się za bar­dzo nie da. – 14 pią­tek rano

Zbie­ra­li­śmy się tra­dy­cyj­nie, czyli dość długo, co prawda co tu mówić o tra­dy­cji jak to dopiero drugi noc­leg pod chmurką. Zanim zje­dli­śmy i spa­ko­wa­li­śmy graty było już koło połu­dnia. Pierw­sza cena jaką krzyk­nął kie­rowca to było 15tys ₮. Na szczę­ście udało nam się wytar­go­wać 12,5 tys ₮ za osobę. Żona naszego kie­rowcy przy­szła do nas po zaliczkę by tam­ten mógł kupić paliwo. Chyba chciał całą kasę, lecz posta­no­wi­li­śmy nie dawać jej wię­cej niż połowę. Ruszy­li­śmy chyba przed pierw­szą. Czy­taj dalej »

Brak komentarzy »

Krok w przód, krok w tył

Prze­pi­sa­łem kolejne dni z pamięt­nika. Jutro tro­chę to pod reda­guję dodam obrazki itp. Ostat­nio byłem dość mocno chory. Dawno mnie tak nie przy­ci­snęło. Pew­nie to głów­nie z powodu sza­leństw łódz­kich, ale też nie­do­le­czo­nego prze­zię­bie­nia. Co do nie naj­lep­szego humoru z końca poprzed­niego postu to mam naprawdę sinu­so­idę emo­cjo­nalną. Już nie wiem co mam o tym wszyst­kim myśleć. Zaczy­nam się chyba z tej imprezy wyco­fy­wać. Pozdro jutro na pewno ze dwie czę­ści rela­cji z Mon­go­lii. No chyba że mi żelazko na głowę spadnie.

Brak komentarzy »

Opcja rezerwowa

Ale ze mnie łgarz. Obie­ca­łem pisać a znów nic nie wyszło.  Począ­tek stycz­nia mia­łem dość ner­wowy. Wszystko krę­ciło się w okół kre­dytu i zała­twia­nia spraw z nim zwią­za­nych. Wta­jem­ni­czeni wie­dzą, że mia­łem istną ścieżkę zdro­wia, no ale już po. Wzią­łem więc mał­żeń­stwo z ban­kiem na 30 lat w doli i nie­doli będziemy razem :> Teraz tylko cze­kać na odbiór miesz­ka­nia. W mię­dzy­cza­sie trzeba je jesz­cze wykoń­czyć, a to będzie dla mnie jeden wielka nie­wia­doma. W tej mate­rii prak­tycz­nie nie wiem nic i nie wiem jak do tego się zabrać. Wszyst­kiego będę musiał się nauczyć. Co poza tym? W szkole nawet zabaw­nie. Nauki póki co nie za wiele za to mie­li­śmy moż­li­wość coś już skrę­cić.  Jak będzie coś gotowe to może opu­bli­kuje. Wła­ści­wie to tro­chę wpa­dłem już w rytm zjaz­dowy. Marzy mi się powoli jakiś urlop, lecz póki co nic kon­kret­nego nie przy­cho­dzi mi do głowy.  Do „Mon­go­lii” jakoś nie mogę wró­cić. Mam wra­że­nie że to będzie dzieło nie­ukoń­czone. Na koniec tro­chę bar­dziej oso­bi­ście. Coś o E. i o mnie. Chyba znów mi się nie układa, tyle tylko że jestem tego jakby bar­dziej świa­domy. Tro­chę ina­czej do tego pod­cho­dzę niż ostat­nim razem. Sta­ram się być znacz­nie bar­dziej „zain­te­re­so­wany” i „aktyw­niej­szy”. Nawet zda­rzyło mi się poroz­ma­wiać o moich wąt­pli­wo­ściach. Mam wra­że­nie tylko, że nie­wiele to zmie­niło. W środku coś mnie zaczyna żreć jak mam zbyt dużo czasu na myśle­nie. Docho­dzę wciąż do wnio­sku, że chyba jestem pie­przoną opcją rezer­wową… Inter­pre­ta­cję tego zosta­wiam każ­demu z Was. CU

Brak komentarzy »

Koniec roku

Koniec roku się zbliża. Można powie­dzieć że ostat­nio entu­zjazm pisa­nia bloga mi opadł. Tro­chę jest w tym racji. Anga­żują mnie dwie sprawy wła­ści­wie. Jedna miesz­ka­niowa, wciąż nie domknięta a druga to osoba z którą ostat­nio spę­dzam coraz wię­cej czasu (ku mojej ucie­sze). Skoń­czy­łem wła­ści­wie rela­cje z Czar­no­góry. Tej z Gor­ga­nów pew­nie nie napi­szę. Może sku­szę się na taką krótką, ale kto to wie. W nowym roku życzę sobie zamknię­cie sprawy Mon­go­lii, by mnie już wię­cej nie drę­czyła. Poza tym wiele wska­zuje na to że znów w waka­cje odwie­dzę Rumu­nię. Tempo wyjaz­dowe ostat­nio osła­bło. Głów­nie to przez Łódź w któ­rej spę­dzam co drugi week­end. Tyle na dziś. Może coś wrzucę jutro o Mon­go­lii. Musi mi się tylko zacząć chcieć :) Pozdra­wiam tych co tu zabłą­dzili.
Na koniec jesz­cze pio­se­neczka co to za mną cho­dzi ostatnio.

Brak komentarzy »

Zalatany

Już myśla­łem ze będę miał tro­chę wię­cej czasu na bloga. Nie­stety nie. Ostat­nimi czasy zala­tany jestem tro­chę. Głów­nie anga­żują mnie sprawy mieszkaniowo-kredytowe. Na razie nic wię­cej nie będę pisał by nie zape­szać. W dodatku przez to wszystko prze­wi­jają się jesz­cze stu­dia w Łodzi. Wszystko tam tro­chę dziwne jest i pełne lek­kiego zadę­cia. Od kilku dni nie mam żadnego sygnału od E. Mam nadzieje że wszystko w porządku i lada chwila wróci. W zeszłym tygo­dniu byłem na „Habe­mus papam”. Nawet fajny film. Pole­cam komuś kto nie zawsze ocze­kuje od kome­dii rzu­ca­nia tor­tem. Dopi­sa­łem kolejne dwa dni z Czar­no­góry. Mam nadzieje że jutro sprawę zakoń­czę. Może też dodam już mapki. Do napisania!

Brak komentarzy »

Wieczorem wychodzi ze mnie…

Ostat­nio nie cier­pię na nad­miar wol­nego czasu. Niby mam go cał­kiem sporo, ale w jakiś dziwny spo­sób się on mar­nuję. Pierw­szy zjazd był nawet fajny. Ludzie z któ­rymi stu­diuje są sym­pa­tyczni. Zaję­cia spoko, część z nich będzie wyma­gała ode mnie tro­chę pracy. Oprócz tego anga­żują mnie jesz­cze jedna sprawa, mia­no­wi­cie poszu­ki­wa­nie miesz­ka­nia. Ostat­nio byłem na tar­gach i nic cie­ka­wego nie zna­la­złem. Oka­zało się że wystaw­cami były firmy które aku­rat mnie mniej inte­re­sują. Jutro i poju­trze znów jadę oglą­dać jakieś loka­li­za­cje. Tym razem Wila­nów i Gocła­wek. W pią­tek zaję­cia w Łodzi. Zamknęli mi dwo­rzec, będę musiał wykom­bi­no­wać jak naj­ko­rzyst­niej się dostać rano na zaję­cia. Poza tym nudzę się E. jest w Ira­nie. Nie mogę się docze­kać jej powrotu. Dopi­sa­łem znów coś do rela­cji z Czar­no­góry. Na koniec znów muzyczka. Tym razem coś z rogami. Pozdrawiam

Brak komentarzy »

Pourlopowo

Hej! Już się ogar­niam i wra­cam do bar­dziej regu­lar­nych wpi­sów. Lipiec i Sier­pień z pod ciem­nej gwiazdy już za mną. Wrze­śniowy urlop tez minął jakby z bicza strze­lił. Po dro­dze był gdzie jesz­cze wyjazd w Biesy na długi week­end. Po powro­cie z Gor­ga­nów mia­łem jesz­cze egza­miny na stu­dia pody­plo­mowe. Skoń­czy­łem robić zdję­cia z Czar­no­góry i Gor­ga­nów. Te pierw­sze doda­łem do postu z rela­cją o Czar­no­gó­rze. Poza tym można je obej­rzeć  TU. Te kolejne za jakiś czas też tu pod­lin­kuje :) Tym­cza­sem wra­cam do pisa­nia rela­cji, które posta­ram się uzu­peł­niać jakoś czę­ściej. Na koniec muzyczka

 

Brak komentarzy »

Na wylocie

Mia­łem dziwny okres waka­cyjny. Jutro jadę na dwa tygo­dnie na Ukra­inę. Zdję­cia skoń­czy­łem obra­biać, rela­cji nie dopi­sa­łem. Może jak wrócę to skoń­czę to pisać. No i jesz­cze ta dziew­czyna, co mi w gło­wie zawró­ciła… Do następnego!

Brak komentarzy »

Starsze wpisy »