Wzdłuż wybrzeża
27 marca 2012Tomek D.Dzienniki mongolskie,
Mongolia 2009
Dzień 16 i 17 – niedziela i poniedziałek
Piszę dopiero po trzech dniach. Dwa poprzednie były dziwne. Mieliśmy wracać na piechotę do Hatgal, lecz pogoda mocno pokrzyżowała nam plany. Deszczowe noce i poranki skutecznie opóźniały wyjście z kempingu. Ruszaliśmy zwykle po południu, gdy chociaż trochę przeschły namioty. Zwykle bywało to pomiędzy 14 a 15. Po leniwym śniadaniu i zwykle drugim też pakowaliśmy się i ruszaliśmy dalej. Droga wiodła mało atrakcyjnie wzdłuż ubitego szerokiego traktu. Pierwszego dnia zrobiliśmy coś około 10 km nim pogoda na tyle się zepsuła by iść dalej. Nocowaliśmy obok przewodnika mongolskiego w wyznaczonym do tego punkcie kempingowym. Rozstawialiśmy się w największy deszcz (Mongoł czekał aż przejdzie). Potem wszyscy wskoczyli do namiotów aby przeczekać deszcz. Po pewnym czasie postanowiłem zrobić ognisko. Pomysł ten na początku nie został przyjęty z jakąś ogromną aprobatą, lecz po jakimś czasie wszyscy już pomagali. Kolację ugotowaliśmy na gazie co trwało wyjątkowo długo. Przy ognisku siedzieliśmy prawie do pierwszej. W między czasie skoczyłem się umyć. Miałem małą przygodę pt. „Ktoś idzie do mnie z czołówką a ja jestem sam. Sprawę komplikował fakt że myłem się w jeziorze w parku narodowym i nie bardzo miałem ochotę płacić jakikolwiek mandat. „Ktosie” zbliżali się dość szybko więc zgarnąłem graty i wróciłem. Potem już tylko siedzenie przy ognisku i patrzenie w gwiazdy. Czytaj dalej »